Jesteśmy dzisiaj w dość szczególnym momencie.
Jeśli wolisz posłuchać zapraszam:
Jutro nad ranem czeka nas pełnia i częściowe zaćmienie Księżyca w Rybach. Ale można powiedzieć, że jesteśmy już w jego przestrzeni.
I niezależnie od tego, czy astrologię traktujemy dosłownie, czy jedynie jako język symboli, jest to dobry moment, żeby na chwilę się zatrzymać.
Bo bardzo wiele z tego, co przypisuje się obecnemu czasowi, sprowadza się do jednego:
coś staje się widoczne.
Nie zawsze jest to coś nowego.
Czasem przeciwnie.
To coś, co wiedzieliśmy już od dawna, ale czego nie chcieliśmy nazwać.
Coś, co czuliśmy, ale potrafiliśmy sobie wytłumaczyć.
Coś, co przestało działać, ale wciąż próbowaliśmy utrzymać w dotychczasowej formie.
Albo coś, co bardzo długo wydawało się właściwym kierunkiem, a teraz nagle przestaje nim być.
Pełnia jest symbolem kulminacji.
Zaćmienie dodaje do niej cień.
Przez chwilę nie wszystko jest oczywiste. Nie wszystko możemy zobaczyć i nie wszystko musimy rozumieć.
Dlatego może nie jest to najlepszy moment na wymuszanie odpowiedzi.
Być może jest to moment na uważność.
Na obserwowanie tego, co właśnie wychodzi na powierzchnię.
To zaćmienie odbywa się na osi Ryby–Panna.
To bardzo ciekawa para.
Panna pyta:
Co jest faktem?
Co naprawdę się wydarzyło?
Co mogę uporządkować?
Na co mam wpływ?
A Ryby pytają:
Co czuję?
Co podpowiada mi intuicja?
Za czym tęsknię?
Co wiem, zanim jeszcze potrafię to wyjaśnić?
Być może nie musimy wybierać.
Możemy pozwolić spotkać się jednemu z drugim.
Intuicji z rzeczywistością.
Czuciu z wiedzeniem.
Sercu z rozumem.
Akceptacji z działaniem.
Jest jednak jeszcze jeden ważny element obecnego układu.
Uran.
W astrologicznym języku jest symbolem przebudzenia, wolności, zmiany perspektywy, nagłego olśnienia.
Tego momentu, kiedy patrzymy na tę samą sytuację, na którą patrzyliśmy sto razy…
i nagle widzimy coś zupełnie innego.
Dlatego te dni mogą przynosić zaskakujące myśli.
Może pojawić się:
„Przecież ja wcale nie muszę…”
albo:
„A gdybym zrobiła to zupełnie inaczej?”
Może coś, czego bardzo chcieliśmy, przestać być aż tak ważne.
Albo coś, czego wcześniej w ogóle nie braliśmy pod uwagę, nagle zacznie wydawać się możliwe.
Nie oznacza to jednak, że natychmiast trzeba za tym podążyć.
Możemy najpierw zobaczyć.
W różnych przekazach dotyczących obecnego czasu bardzo często powtarza się motyw domknięcia.
Nie odcinania.
Nie walki.
Nie wyrzucania z życia wszystkiego, co stare.
Raczej zauważenia:
co już się skończyło, choć ja jeszcze próbuję to podtrzymywać?
- Czasem kończy się relacja.
- Czasem sposób funkcjonowania w relacji. Czasem przekonanie.
- Czasem rola, którą przez lata pełniliśmy.
- Czasem wyobrażenie o sobie.
- Czasem plan.
A czasem kończy się tylko przekonanie, że coś musi wyglądać dokładnie tak, jak sobie kiedyś wyobrażaliśmy.
I dopiero kiedy przestajemy kurczowo trzymać się jednej wersji przyszłości, zaczynamy dostrzegać inne.
Dlatego być może najważniejszym słowem na te dni nie jest zmiana.
Jest nim przestrzeń.
Przestrzeń pomiędzy tym, co już znamy, a tym, czego jeszcze nie znamy.
Pomiędzy starą odpowiedzią a nową.
Pomiędzy impulsem a działaniem.
Pomiędzy tym, co właśnie się kończy, a tym, co dopiero zaczyna nabierać kształtu.
I właśnie tutaj mindfulness może być szczególnie pomocne.
Bo uważność nie wymaga od nas, żebyśmy natychmiast wiedzieli.
Nie każe podejmować decyzji.
Nie mówi, co mamy zrobić.
Pozwala nam przez chwilę być z tym, co jest.
Dlatego podczas dzisiejszej praktyki możesz pozwolić, żeby gdzieś w tle pozostało kilka pytań.
Nie odpowiadaj na nie.
Nie analizuj.
Po prostu zobacz, czy któreś z nich zatrzyma Cię na chwilę.
- Co ostatnio coraz wyraźniej widzę?
- Co w moim życiu przestało działać w dotychczasowej formie?
- Co czuję, zanim zacznę sobie tłumaczyć, co powinnam albo powinienem czuć?
- Czego być może nie muszę już ze sobą dalej nieść?
I wreszcie:
Jaki nowy kierunek zaczyna być widoczny, kiedy przestaję kurczowo trzymać się starego?
Nie szukaj odpowiedzi.
Może przyjdzie myśl.
Może obraz.
Może wspomnienie.
Może reakcja ciała.
A może nic.
I to również jest odpowiedź na tę chwilę.
Pozwólmy więc sobie przez następny czas niczego nie naprawiać.
Niczego nie przyspieszać.
Niczego nie wymuszać.
Po prostu zauważać.
Oddech.
Ciało.
Dźwięki wokół nas.
Myśli pojawiające się i znikające.
I to wszystko, co jest teraz.
A gdzieś bardzo delikatnie możemy pozostawić jedno pytanie:







