Kiedy chcemy sprawdzić, jakie są nasze prawdziwe wartości wyobrażamy sobie OSTATNIE POŻEGNANIE. Zapraszamy na nie te osoby, które chcemy zaprosić 🙂 i wyobrażamy sobie to, co CHCEMY (a nie to co spodziewamy się) od nich usłyszeć. Ja też chciałam przypomnieć sobie i odnowić Dekret, moją osobistą Misję i Wizję, a do tego potrzebowałam odświeżonych, zaktualizowanych WARTOŚCI. Jednak proces poprowadził mnie całkiem odmiennie, chociaż wartości i tak mogę z tego wyciągnąć…
Postanowiłam się podzielić, bo nigdy dotąd nie było to aż tak niezwykłe.
/ps. Imiona użyte w opisie są i nie są jednocześnie prawdziwe/
Mała urna, jakieś wzgórze, grupa ludzi… Jest ich niewielu, tak jakby to było kiedyś bardzo dawno temu…
Wieje wiatr…
Jest mały chłopiec – to Dora. Ma jasne kręcone włosy. Mówi, że przyszedł dać mi piasek na drogę, bo jest potrzebne, żeby go mieć w tamtym świecie. Dzięki niemu znajdę drogę zawsze. Bo droga zbudowana jest z piasku.
Jest piękna dziewczynka – to… nie wiem kto… – ma dla mnie błękitną szarfę… , może to Iwona, albo Renia. Na tej szarfie są napisy – litery hebrajskie – świecą się na złoto. Ona mówi, że ta szarfa jest księgą – są w niej słowa, które są najważniejsze, abym nigdy nie zapomniała.
Nie ma tam moich rodziców, ani Miśka – chociaż może jest…
Powinnam to inaczej sobie wyobrazić – co pragnę usłyszeć, a nie co rzeczywiście będzie.
Jest tam Mario – bóg – Ozyrys. Ma świetlistą postać. Wygląda na zadowolonego i nasyconego. Nie ma dla mnie daru. Może jednak. To pierścień. Ot, taki prezencik od boga ;)… Obracam go na palcu. Mnie tam fizycznie nie ma, ale jestem.
Mój syn jest pięknym młodzieńcem. Może Husytem? Na koniu. Bardzo szlachetna postać. Dużo eleganckiego światła. On przyniósł pióro. Nie wiem, czy do pisania. Zdziwiłam się. Jest w tym coś z wybaczenia. Nie mamy jakiejś super karmy…
Moi rodzice są jak dwa kruki. Czarny i biały. Tu na Ziemi nie są wcale tacy ładni i czyści. Mama jest czarnym krukiem. A tata białym i chyba są odwrotnej płci. Mają dla mnie perłę. Perła jest łzą małży. Ta perła jest przypomnieniem. Jakby chcieli powiedzieć – mieliśmy pomóc ci płakać. Poczuć łzy i bezsilność i ból i głęboką rozpacz i płacz ze śmiechu i płacz ze złości. Taki to dar.
Moja siostra (Ania) jest tu roześmianym chłopcem. Jest bardzo szczęśliwa. Ma pełno różnokolorowych, różnej wielkości, rzecznych kamieni. Rozsypuje je i bawi się nimi. Maluje z nich, tworzy pergole – jakby bramy. Podrzuca je do góry i one zastygają w takich łukach, jak pergole. Portale. Bardzo to jest ładne. Zachwycam się i śmieję radośnie razem z nią, gdy ona tak robi… Jest trochę szalona. Mówi, że ona tworzy te portale i że to jest właściwe przez nie przechodzić.
Jest tam też Gosia – zamyślona, siedząca na skraju fontanny. Wygląda jak Gosia. Ale jest o wiele młodsza. Przerzuciła nogi przez murek i macha nimi. Ma w dłoniach pryzmat i koloruje nim strugi wody w fontannie, a nawet pojedyncze krople. Jest w tym trochę podobna do Ani, ale bardziej skupiona. Zajęta tym. Ten pryzmat chyba nie jest dla mnie, ale to, że koloruje wodę w fontannie może tak?
Gosia z Jastrzębia przyniosła wianki. Wianki z prawdziwych kwiatów. Ma taki przewrotny uśmiech.
Jest tam wiele osób, ich duchowych odpowiedników. Nie wiem, czy mam potrzeby wszystkich opisywać.
Krzysztof chodzi tam i z powrotem, bardzo czymś zaabsorbowany, a przyszedł, aby dać mi jakąś skrzynkę. Są w niej pamiątki. Te pamiątki są o tym, żeby pamiętać. Nie wiem po co? Chyba po to, żeby pamiętać o pamiątkach. O życiu na Ziemi. Są jak kadry z filmu.
Tomasza nie widzę. Jakiś cień przemykający mgławicą na skraju nieba, ale nie przyszedł na pogrzeb.
Widzę jeszcze Agusię – też bardziej w oddali, jakby na scenie tańczącą. I śmiejącą się w tym tańcu. Ona pokazuje obrazy. Historie nie z tego świata. Wyświetla je na niebie.
Widzę Wiolę. Jest tu starym, siwym Mnichem. Bardzo mądrym. Ma orzechy. Jeden orzech jest dla mnie. Jest to o mądrości.
Widzę Piotra, który uśmiecha się czule i jest w tym mnóstwo wdzięczności i lekkości i większość moich „uczniów”, klientów z długim stażem stoi gdzieś przy nim. Trochę jak Jezus i uczniowie 😀 :)… No takie skojarzenie. Piotr tu jest rzeczywiście magiem.
Widzę moją drugą siostrę. Tę, która się nie urodziła. Jest trochę zajęta, przyszła na chwilę. Przyniosła płaszcz. Długi. Jasnoszary. Mięciutki.
Widzę kobietę królową. Tak mi się skojarzyło, że to Aneta, choć jakaś część mnie wolałaby, żeby tak nie było. Wygląda jak aktorka na scenie i tak też się zachowuje. Ach! Bo ona gra tę królową. Ale mówi tym, że wszystko jest grą. Sprowadza każdego i każdą do roli. Do bycia aktorem na tej scenie Życia na Ziemi. Zaciekawia mnie jej postać. Ma dla mnie coś w złotku, ale nie biorę tego od niej.
Widzę też malutkie dziecko – niewinne i czyste – jakby to był wnuk. To bardzo potężna postać. Wydaje się być duży i pełny światła. Taki ponad innymi. Bardzo ciekawe. Jest poważny, może nawet trochę surowy.
Ewelinka – moja klientka. Też mi się pokazuje jakby była w przebraniu. Tylko dla odmiany w łachmanach. Udaje takiego łachmaniarza. I ma z tego ubaw. Ale trochę na serio.
Marta, która zadzwoniła w trakcie, gdy zaczęłam widzieć Piotra i pisać o nim, o nich. Też jest? Marta pokazuje się jako mały chłopiec. Dziecko. Ma pulchne ciałko, rączki i nóżki paróweczki. Siedzi na podłodze i bawi się. Nie jest to dzisiejszy czas, bo ubranie chłopca i zabawki są starodawne. Widzę jakby chciał rozebrać na części jakieś małe zwierzątko. Ale ten obraz nakłada się z taką łagodniejszą wersją. Gdy przyszedł dla mnie, to przyniósł zegarek – taki większy niż na rękę, ale nie jest to budzik, ani zegar na ścianę. Przyniósł i pokazuje, że można się tego nauczyć. Rozkładania na części, składania, tego, by odmierzał czas. Darem Marty jest ten zegar właśnie. Ciekawe…
I to by było na tyle 🙂 – o jakich to jest wartościach? Pokusisz się o interpretację?








